Dienstag, 7. Mai 2013

Zielono mi? Czy ja wiem...

Znowu w punkcie wyjscia, pisac, nie pisac?
jest o czym, nie ma o czym?
Lepiej pierdu, pierdu czy silic sie na jakies pseudo intelektualne wywody?
Chyba lepiej pierdu-pierdu, pitu-pitu, tak jak kiedys.

Dolek wyglada na zazegnany, chociaz czasem zdarzaja sie ciezkie chwile.
Staram sie, a co. Jezdze na rowerze, chodze, spaceruje, czytam, chodze wczesnie spac jezeli tego potrzebuje, staram sie nie jesc syfu, chociaz roznie mi to wychodzi. Nowy plan to ograniczenie spozycia wina, pozyjemy zobaczymy.

W lanczowym pudelku kasza gryczana z grilowanymi warzywami, w pracowym kubku mietowo-imbirowa herbata. Pewniakiem zaraz bedzie mnie piekla zgaga.
Nowy telefon w drodze do mnie, moze nawet jeszcze dzisiaj. Ciesze sie jak dzieciak.

A w weekendy czasem tak:




PS.
Poszukuje nowych, "swiezych", ciekawych blogow, 
ktos, cos ? 







Mittwoch, 30. Januar 2013

Cieply wiatr

Dzisiaj wieje caly dzien Föhn, czyli po polsku "fen", jak tlumaczy mi wikipedia.
Cieply wiatr, wiejacy z Alp. Taki fen przynosi spore ocieplenie, u nas z zimowych temperatur prawie nagle zrobilo sie 15 stopni, i dziwny, cieply wiatr mocno wiejacy w twarz burzy kazda fryzure i obojetnie jak mocno przylekierowana grzywke.
Nie wiadomo czy to tylko ludowe bajanie, czy moze rzeczywiscie tak jest, ale przy takiej pogodzie ludzie skarza sie na zle samopoczucie, bole glowy, migreny, bezsennosc, poddenerwowanie i inne podobne objawy. Czesciej sie kloca, sa niespokojni i nerwowi. Nawet jest niemieckie okreslenie "Föhnkrankheit", czyli "choroba fenowa".

Ja tak czy inaczej czuje sie dalej beznadziejnie, wiec fen mnie nie rusza,
ale jeden jedyny pozytyw na pewno ze soba przyniosl. Troche slonca, troche jasnego nieba za oknem, chmury inne niz tylko szare, ciezkie, zaslaniajace pozytywne samopoczucie.
W momentach kiedy nie mam duzo pracy spogladam zza mojego wielkiego monitora przez okno. Lapie nawet te minimalne promyki, bo pod koniec tygodnia znowu ma byc ciemno, zimno i z opadami sniegu.
Nie daje sie zwariowac i nie nabieram sie na tulipany, hiacynty i przywolywanie wiosny. Jest styczen, wiec jeszcze zdecydowanie za wczesnie. Daje sobie czas do konca lutego, od marca bede nastawiac sie na wiosne.

Jeszcze ponad dwa tygodnie do "tego" weekendu polaczonego w wyjazdem do Berlina.
Pozyjemy zobaczymy.






Montag, 28. Januar 2013

Cos jest nie tak

Mam znowu ten sam problem, obrzydliwie ciezki do opisania.
Gubie siebie,
Wiecie jak to jest ?
Jezeli nie, to moge tylko pozazdroscic.

Zdazlo mi sie to juz wczesniej, niestety w niezbyt sprzyjajacych okolicznosciach, dlatego troche sie boje.
Nie chce wracac do punktu wyjscia, a czuje, ze znowu sie do niego zblizam.

Patrze w lustro, i niewiele  widze. Smutne oczy.
Ogolna niechec do wlasnego odbicia, do wlasnego ja, czasem z przeblyskami, ostatnio jednak bez.
Weekend przecieka mi przez palce, ciezko sie do czegokolwiek zabrac. Jakies wspolne gotowanie, zakupy, wylegiwanie sie. Prawie cala niedziele gapie sie bezczynnie w telewizor, nie do konca rejestrujac co ogladam. Nie sluzy mi to zdecydowanie, ale nie potrafie zdobyc sie na nic innego. Wyciagam nowa ksiazke, ale nie moge zabrac sie za czytanie. Nic nie sprawa radosci. Mam wrazenie, ze nikt mnie nie jest w stanie zrozumiec, pozatym nie lubie zameczac soba. Czarny golf gryzie, uwiera, nagle ma za krotkie rekawy i doprowadza do szalu.
Dzisiaj czuje sie jak Syzyf, tocze swoj cholerny kamien, zeby za chwile znowu zaczac od poczatku.
Znowu walcze o to, zeby z checia wstawac z lozka rano, zeby bez rezygnacji i obrzydzenia spogladac w lustro, walcze sama ze soba o pozytywne jutro.
Czasem sa takie chwile, ze zadna pozytywna mysl nie daje ulgi, kiedy nie pomagaja zakupy, nowy kubek, czy flaszka ulubionego bialego wina.

Staram sie, dla siebie samej chcialabym poprawy. Spokoju i zadowolenia.
Na nasz dlugi weekend w polowie lutego zabukowalismy wypad do Berlina.
Mam nadzieje, ze nawet obrzydliwe urodziny pozwola sie jakos przezyc, chociaz juz teraz wiem, ze bedzie ciezko, i juz teraz chce mi sie wyc jak o tym mysle.

Bedzie lepiej, musi byc.



Zrodlo: weheartit.com





Montag, 14. Januar 2013

Poniedzialek

Poniedzialek jest zdecydowanie najgorzym dniem tygodnia.
Sa takie poniedzialki, ktore da sie odczarowac, tego dzisijszego niesstety sie nie da.

Staram sie jak moge nie zadreczac sie myslami o niezadowoleniu z miejsca pracy, skoro na chwile obecna i tak nie mam pola manewru. Parze trzecia herbate, porywam sie na urodzinowy sernik kolegi, i staram sie zagluszyc wyrztuty sumienia.
W takie poniedzialki nic nie jest takie jak byc powinno.
W metrze za duzo ludzi, nie potrafie skupic sie nad nowym kryminalem. Przed przesiadka na tramwaj nici z mojej porannej, jedynej dobrze parzonej kawy, bo metro ma opoznienie. W drodze do biura kaptur caly czas zsuwa sie z glowy. Wlosy robia co chca, sweter jakis za bardzo rozciagniety. Herbata za goraca, woda mineralna za zimna, brzuch zaczyna o sobie dawac znac.

To nie jest dobry poniedzialek, ale jak kazdy inny, bedzie za chwile nalezal do przeszlosci.
Tumult mysli do zagluszenia, problemy do rozpatrzenia, upierdliwe dywagacje nad wlasnym wygladem do zakonczenia.

Mam nadzieje, ze u Was poniedzialki bywaja lepsze.







Donnerstag, 10. Januar 2013

Pasta jajeczna

Wieczorem bedzie pasta jajeczna.
Stara dobra towarzyszka, ktora nigdy sie nie nudzi.

Brat sie cieszy, bo lubi, my tez, a sprawianie przyjemnosci jedzeniem to bardzo mile chwile.
Mam jeszcze boczniaki, moze podsmaze je przez chwile na oliwie i zjem z listkami mlodego szpinaku i z rukola. Dobry dressing (podobno wloski) z bialego octu winnego powinien dopelnic po raz kolejny smaku.

Umacnianie muru idzie mi srednio, raz lepiej raz gorzej. Apogeum bylo przedwczoraj.
Jest okropnie ciezko, ale bardzo mozliwe ze unikne pewnego starcia, ktore na pewno przeplacilabym zalamaniem nerwowym, i powrotem do korzeni.
Jestem z siebie dumna, ze w obecjej sytuacji potrafie dzialac tak jak powinnam, czyli najpierw patrze na siebie, swoj spokoj, stabilizacje, uczucia, a reszta "problemantow" stoi o stopien nizej.

Zalatwiamy bratu integracje, kursy jezykowe. Sa mozliwosci, mam nadzieje, ze tym razem starczy mu sily i stanie na nogi tak jak powinien. Widze, ze chce, ze powoli regeneruje sily i laduje baterie. Dzisiaj po raz pierwszy przyznal, ze po opanowaniu podstawowego jezyka bedzie chcial zwrocic sie o fachowa pomoc. Powoli do przodu.

Do malej kanapki z pasta jajeczna bedzie brakowalo mi tylko jednego.
Pieknego, duzego, pachnacego i czerwonego pomidora, za ktorym tesknie od dlugiego czasu.



Montag, 7. Januar 2013

Mur obronny

Kiedy zaczelam z pomoca profesjonalisty babrac sie w roznych swoich problemach, wyszlo na wierzch, ze z pewnymi sprawami trzeba sie po porstu pogodzic, nauczyc zyc, a reszte odgrodzic od siebie wyokim, grubym murem, chroniacym przed naplywajacym zewszad gownem.
Nie bede kolorowac, wcale nie jest to proste zadanie. Mimo wszytsko, jeszcze jakis czas temu bylam pewna ze udalo mi sie je wykonac z prawie stu procentowa poprawnoscia.
Teraz moj mur sie kruszy, wypadaja z niego cegly, przepuszcza zdecydowanie za duzo, a ja nie potrafie nic na to poradzic.

Problemow przybywa, niektore dotycza mnie osobiscie, niektore "tylko" dlatego, ze jestem corka,  i wszytskie dramatyczne sytuacje sa ze mna dzielone, czy tego chce czy nie.
Mimo wszytsko nie myslalam, ze bedzie az tak zle, obrzydliwie i ohydnie.
Myslalam, ze bede lepiej sobie dawala rade, ale niestety  nie daje. Jestem przerazona, ale bardziej zdegustowana, rozczarowana i pelna sprzecznych uczuc.

Najgorsze w tym wszytkim jest to, ze po ostatnich odwiedzinach, czuje ze w jakis sposob stracilam kawalek przyjaciolki, ktorej wszytsko moglam powiedziec, i ktora ta problematyke niestety tez rozumiala.
Niby nic sie nie stalo, niby wszytsko poprawnie i w porzadku, ale wiem, ze jakas klamka zapadla, ze cos sie zablokowalo, i nigdy juz nie bede potrafila sie przy niej tak otworzyc. Boli mnie to cholernie, doskwiera i uwiera, ale mysle, ze tak juz niestety zostanie. I tym razem nie bede robila nic wbrew sobie.

Zastanawiam sie jak wszytsko poukladac, jak dojsc do ladu ze swoimi uczuciami, zloscia, smutkiem.
Jeszcze nie do konca wiem, ale bede musiala wzmocnic swoj mur, i dobrze sie za nim schowac.




zrodlo: We Heart It





Mittwoch, 2. Januar 2013

Ludzie, dajcie spokoj !

Mam serdecznie dosyc swiat, swiatecznych dekoracji, choinek, zapachu korzennych przypraw, obzarstwa, przereklamowanego jak co roku sylwestra, picia hektolitrow alkoholu w obojetnie jak doborowym towarzystwie. Mam dosyc skacowanych porankow, robienia sniadan dla gosci, robienia obiadow dla gosci, robienia kolacji dla gosci, robienia przekasek dla gosci. Mam dosyc gosci.
Nie chce juz nikomu oddawac swojej malej sypialni, nie chce miec mlynu w moim malym mieszkaniu.
Potrzeba spokoju jest przeogromna.

Siedze pierwszy dzien po urlopie w pracy, i mam juz znany u mnie problem z poczuciem bycia zawinieta w wate. W grube poklady waty.
Dlonie nie do konca robia to co chce, oczy ledwo patrza przez opadajace powieki, nie do konca wiem kto co do mnie mowi, czuje sie przeniesiona z innej czasoprzestrzeni.
Dobrze ze nie mam roboty, bo zakonczyloby sie to pewnie katastrofa.

Kiedys juz pisalam, ze bardzo przezywam, jezeli ludzie zawodza, szczegolnie jezeli to bliscy ludzie, ktorzy maja otoczke najlepszych, niezawodnych, najwspanialszych.
Przyjechala. Po pierwszej auforii widze, ze nie jest do konca tak jak byc powinno. Mowi chetnie o sobie, zbyt chetnie. Opowiada historie operujac imionami, ktorych nie znam, i ktore nie sa wazne. Przez piec dni wlasciwie nie wychodzi i zadnym zapytaniem: a jak u Ciebie? A jak u Was? Jak dajecie rade? Jak praca? Cokolwiek. Zero zainteresowania, pomimo ze wie o roznych problemach.
Wszytsko wydaje sie oczywiste, to ze ja serwuje pelne wyzywienie, dostep do napojow alkoholowych przez cala dobe, zapraszam do restauracji, planuje atrakcje. W koncu tak byc powinno, oni sa goscmi, a ja naiwna licze na jakikolwiek objaw zainteresowania czy pomyslunku, ze moze fajnie by bylo kupic butelke wina do kolacji.

Nie mierz innych swoja miara.
Moze wlasnie tego powinnam sie trzymac.

Pomagam swojemu bratu, mam nadzieje, ze ostatni raz, bo to z pewnoscia jego ostatnia szansa. Mam nadzieje, ze wyjdzie na prosta, znajdzie swoje miejsce, swoj cel w zyciu, odnajdzie siebie. Juz teraz wiem, ze bedzie mnie to kosztowalo kupe nerowow, i stresu, bo nie da sie inaczej. Ale trzeba pomoc, chwilowo nie da sie inaczej, a szkoda mi chlopaka.

Jak co roku nie mam noworocznych postanowien.
Chce schudnac, ale to postanowione juz dawno, dalam sobie czas do urodzin do osiagniecia nastepnych pieciu kilo. Jestem dobrej mysli, i mam nadzieje, ze tym razem sezon letni bede mogla rozpoczac bez wstydu.

Tymczasem spokoju, zdrowia, i wytrwalosci sobie i Wam.





Donnerstag, 27. Dezember 2012

Light





Optymizmu nie da sie nauczyc. Mozna za to wypracowac pewne schematy myslenia, ktore prawie ocieraja sie o optymistyczne nastawienie do swiata.
Dla wlasnego zdrowia psychicznego dobrze jest zbudowac wokol siebie wysoki mur, i przepuszczac tylko te informacje i osoby, ktore naprawde zasluguja na nasza uwage.
Reszta to strata czasu. nerwow, stabilizacji, pozytywnego myslenia, wiary w lepsze jutro. Wbrew pozorom nie musze zaprzatac sobie glowy wszytkimi problemami, ktore do mie docieraja. Nie jest latwo, szczegolnie dla tych ktorzy maja za soba depresyjna sciezke. Ale da sie, wiem to.

Jest dobrze, przeciez mogloby byc zdecydowanie gorzej, wszyscy o tym wiemy.
Czekam na moja wieloletnia przyjazna dusze, walcze ze stresem.



Dienstag, 25. Dezember 2012

.

Zastanawiam sie co zrobic.
Czuje, ze to miejsce sie wypalilo, ze chce, ale nie potrafie o nie dbac.
Nie potrafie pisac, byc tutaj.
Z drugiej strony brakuje mi "mojego" miejsca.

Wszystko nie pasuje jeszcze bardziej, po tym co sie stalo.
Nie potrafie byc tutaj, to miejsce nieodlacznie kojarzy sie z nia.
Jest ciezko chociaz pewnie powinnam sie ogarnac wziasc dupe w troki i przestac o tym myslec.

Banal goni banal.
Blogowe towarzystwo wzajemnej adoracji pijace sobie z dziubkow, a za chwile szkalujace innych przyprawia mnie o mdlosci.

Kotluja sie we mnie mysli, obrazy, troche sie dzieje,
ale nie potrafie sie tutaj otworzyc.

Moze powinnam poszukac nowego miejsca?
Zaczac od poczatku, pisac od nowa, bez duchow z przeszlosci?
Nie wiem.


Dienstag, 11. Dezember 2012

Sonntag, 9. Dezember 2012

.

Jak powiedziala, tak zrobila,
odebrala sobie zycie.

Wszytkie slowa sa niewlasciwie.


Donnerstag, 6. Dezember 2012

.

Spokoj przelamywany nerwowym skubaniem skorek i przekladaniem nog po raz setny pod biurkiem.
Jestem cholernie bezrada. nie moge pomoc,
nie mam mozliwosci, ale tez przyzwolenia.
Mam nadzieje, ze sie podniesie, ze da rade, boje sie myslec co jezeli jest tak, jak napisala...


PS
Bardzo prosze, DaCapo, Ty tez daj znac co z Toba !




Samstag, 1. Dezember 2012

Breath of Life

Konieczna piosenka po drugim kieliszku dobrego wina.

Czasem wydaje mi sie ze jestem, zyje obok,
obok wszytkich i wszytskiego, owinieta w gruba wate.
Niewiele do mnie dociera.

Dot mysle o Tobie...



Donnerstag, 29. November 2012

Ludzie blogi pisza

Tyle blogow, tyle ciekawych osobowosci, utalentowanych ludzi.
Nie zawsze musze wiedziec wszytsko, nawet jezeli prezentowana postac opiera sie na zludnej uludzie doskonalosci, nie doszukuje sie rys. Jest dobrze tak jak jest.
Ucze sie dalej nie szukac dziury w calym.

Zdjecia, milony zdjec.
Niektore smieczne i nieporadne, albo po prostu brzydkie, ale wiekszosc ciekawa, pomyslowa, z uczuciami, pieknymi kolorami, spokojem i mnostwem inny emocji.
Nie trzeba mi wiele zeby sie zachwycic, ale na swoj sposob jestem jednak wybredna.

Rekodzielo, wnetrzarstwo, blogi kulinarne, z pasja, z polotem, z miloscia do tematu.

Podziwiam i po cichu, bez wredoty, troszeczke zazdroszcze.
Nie potrafie juz pisac, nawet dla siebie. Pisze kasuje, pisze kasuje.
Aparat wczoraj odkurzony po bardzo dlugiej przerwie, ale nie potrafie, nie wierze w siebie, mam slomiany zapal, cierpliwosc nie jest moja mocna strona.
Chcialabym miec pasje, hobby, byc w czyms naprawde dobra.
Moze po porstu trzeba sie przemoc? Nie zrazac, i wypracowac pewne nawyki?

Bede probowac,
a co.



Montag, 29. Oktober 2012

.

Zima wszedzie chyba.
W sobote, jeszcze przed poludniem wszytskie kolory jesieni, kilka godzin pozniej snieg.
Dziwnie. Widok zza okna nastraja swiatecznie i adwentowo, ale jeszcze dzieki bogu kupa czasu.
Dobrze ze kilka dni temu udalo mi sie kupic zadowlajaca mnie zimowa kurtke, moge spac spokojnie.
Zaniedlugo szykuje sie weekend w Polsce, stresuja mnie dalej te same sytuacje, te same spotkania. To tylko cztery dni, dam rade.
Szukam pozytywow, walcze, chciaz termin u kogo trzeba na polowe listopada zrobiony.



Mittwoch, 24. Oktober 2012

Sushi

Od kilku lat czekam na ten moment kiedy "przeje mi sie" sushi.
Kiedy po takim obzarstwie jak wczoraj, tygodniami nie bede mogla spojrzec na te zdradzieckie rolki.
Mysle, ze sie nie doczekam.
Moge jesc zawsze i wszedzie, na sniadanie, obiad, kolacje.
Duza zwinieta "sushi-kanapke" po drodze w miescie.
Kazda wzmianka o tym jedzeniu, badz obejrzenie apetycznych zdjec wywoluje jedna mysl: musze dzisiaj zjesc sushi, najlepiej natychmiast.
Na moje "nieszczescie" odkrylam dwie kanjpki, ktore za dobra cene dowoza swietnej jakosci jedzenie. W obu jestem stala klientka.
I jak tu schudnac?






Sonntag, 21. Oktober 2012

Jesien

Cos jest nie tak.
Piekna jesien, moj czas, a dni przeciekaja mi bez znaczenia przez palce.
Boje sie, ze moze znowu jestem w punkcie wyjscia.
Na dlugim spacerze obmyslamy nowy, kilkuletni plan. Nie potrafie utrzymac euforii, znowu...
Niechetnie, ale chyba po raz kolejny bede musiala zwrocic sie o pomoc.




Freitag, 19. Oktober 2012

Rozterka

Jak ogarnac swoje zycie, jezeli wychodzi sie codziennie z domu o siodmej rano i wraca o osiemnastej, dziewietnastej, i na dodatek jest sie gleboko w srodku swojego jestejstwa kochajacym spokoj hedonista?

Mission impossible.


Mittwoch, 19. September 2012

Zazalenie

Jest mi zle.
Powodow jest sporo.

Jeden, ale bardzo wazny to calkowite rozczarowanie jedna z waznych mi osob.
Znamy sie wieki. Byla inna, inteligentna, wygadana, wiedziala czego chce. Potrafila korzystac z zycia, isc swoja droga. Stawiala na swoim, zyla swoim zyciem choc nie bylo latwo, bo nie raz dostawala po dupie.
Dzisiaj doszlam do wniosku, ze tej osoby juz nie ma.
Jest niepslnosprawna zyciowo, infantylna, naiwna kobieta o pokroju starzejacej sie ciotki-klotki.
Nigdy nie zrozumiem calkowitego zycia "pod" faceta. Rezygnacji z samej siebie, z samodzielnosci. Niemoznosci wymowienia slowa NIE, notorycznego usprawiedliwiania nienormalnego i raniacego meskiego zachowania.

Boli mnie to, ze nasze rozmowy mnie irytuja, a jej maile napawaja agresja.
Nie lubie kobiecej glupoty w wydniau kiedys bliskiej mi osoby.
Za duzo wiem, za duzo codziennie mi opowiada, zeby przymknac oko.
Dziwny smutek, ciezki do zakatalogowania.




Montag, 17. September 2012

Zdeycdowanie za duzo poniedzialkow

Zdecydowanie za duzo poniedzialkow ostatnio w moim zyciu.
Mnoza sie chyba. Inne dni gdzies uciekaja, przemijaja, a poniedzialki zaczynaja sie juz w niedziele, ciagna sie niemozebnie i wcale nie chca sie skonczyc.
W firmie w poniedzialek wszyscy koledza sa przerazliwie humorzasci, i zachowuja sie gorzej jak baby. Mowie Wam, poniedzialki sa naprawde straszne, nawet jezeli zaczyna sie je od cynamonowych ciasteczek, podobno z Kanady.

Wydaje mi sie, ze znowu bede musiala zatroszczyc sie o jakiegos terapeute.
Nie potrafie ogarnac swoich emocji. Kolejna rozmowa wczoraj. Nie mam cierpliwosci, nie potrafie juz doradzac, popychac, nawolywac. Meczy mnie ta zamiana rol. To ja jestem dzieckiem, o tym wydaje sie wszyscy juz zapomnieli.
Tak jak kiedys przepelnial mnie przy takich okazjach smutek, zwiatpienie, bezradnosc, tak teraz jestem tylko zla. Wscieklosc narasta we mnie w niekontrolowany sposob.
Trudno, jestem niemila, mowie zdania, ktorych ludzie nie chca slyszec. Mimo wszytsko, nawet jezeli powiem co mi lezy na sercu wscieklosc nie mija. Ostatnio narasta z kazdym dniem.
Nie ma we mnie pokory, jest zlosc na niesprawiedliwosci tego swiata.

Staram sie kontrolowac pocenie oczu myslac o tej wlasciwie obcej, a tak bliskiej i madrej Kobiecie. Zeby nie cierpiala tak bardzo...